Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Innowacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Innowacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2015

Eliyahu Goldratt i strategiczne wątpliwości.

Eliyahu M. Goldratt (1947-2011), izraelski fizyk, twórca stosowanej w zarządzaniu teorii ograniczeń – TOC (theory of constraints) uważał, że najważniejszym jego dziełem była napisana pod koniec życia książka pt. „The Choice” [1] (2008). To właśnie w tej pozycji rozwijaną przez lata teorię TOC przenosi na metapoziom pokazując w jaki sposób może się ona stać czymś więcej niż metodą zwiększania zyskowności przedsiębiorstw, a mianowicie filozofią życia.
Ciekawa jest sama formuła książki. Jest to zapis rozmowy toczonej pomiędzy córką (Efrat Goldratt-Ashlag), która chce zrozumieć geniusz ojca i jednocześnie poznać receptę na wykorzystanie życia w pełni, oraz nim samym. Przypomina to nieco sokratejski dialog, w którym jedna ze stron (w tym przypadku Goldratt) wydobywa mądrość tkwiącą w rozmówcy poprzez szereg pytań i wskazówek - nic nie narzucając, a jedynie wspierając samodzielne dotarcie do prawdy i jej „przyjście na świat” (tzw. majeutyka). Sam wywód jest na tyle klarowny i tak skonstruowany aby czytelnik jak najłatwiej mógł przyswajać kolejne porcje wiedzy. Pod tym względem „The Choice” czyta się równie gładko jak np. „Rozprawę o metodzie” Kartezjusza.
Goldratt pyka więc fajkę, popija z kubka gorącą kawę i pomiędzy kolejnymi spotkaniami z córką podsyła jej raporty z konsultacji prowadzonych dla konkretnych firm. Analizując zastosowane tam przez ojca podejście i sposób rozumowania pozwalający rozwiązywać biznesowe problemy Efrat stopniowo odkrywa założenia całego systemu, który potraktować można jako filozoficzną propozycję odpowiedzi na pytanie: „jak żyć?”.


Goldratt wychodzi z założenia, że aby cieszyć się pełnią życia należy korzystać z wolności wyboru. Ta z kolei powiązana jest z naszą zdolnością do rozpoznawania sytuacji, które mogą być potraktowane jako dające się wykorzystać szanse. Świat wciąż podsuwa nam wiele możliwości i okazji (w czym zresztą możemy mu dopomóc i nie musimy zdawać się wyłącznie na ślepy los), które właściwie rozpoznane i wykorzystane przynosić mogą kolejne znaczące osiągnięcia. Jeśli dodatkowo jesteśmy wystarczająco odporni na porażki i potrafimy współpracować z innymi, to możemy w pełni wykorzystywać pojawiające się możliwości, pokonywać kolejne przeszkody i realizować coraz bardziej ambitne cele. Podstawą jest odpowiednie nastawienie poznawcze i zdolność jasnego myślenia, która w dużej mierze opiera się na ciągłym poszukiwaniu, odkrywaniu i analizie związków przyczynowo-skutkowych.

W pełnym wykorzystaniu potencjału jasnego myślenia najczęściej przeszkadzają nam wg Goldratta cztery kluczowe blokady, które należy sobie uświadomić i pokonać. Są to:
1.    Przekonanie o tym, że rzeczywistość jest złożona.
2.    Traktowanie konfliktów jako faktów, z którymi należy się pogodzić.
3.    Obwinianie innych lub traktowanie okoliczności zewnętrznych jako usprawiedliwienie niepowodzenia.
4.    Przekonanie, że „już wiem”, „znalazłem finalne rozwiązanie”.

Rzeczywistość jest złożona?
Postrzeganie rzeczywistości, jako nadmiernie skomplikowanej może stanowić jedną z głównych barier klarownego myślenia i skutecznego działania. Goldratt proponuje aby zwalczać to przekonanie przyjmując założenie Nieodłącznej Prostoty (Inherent Simplicity). Przywołuje tu słowa Newtona, który mawiał, że „Natura valde simplex et sibi consona.” (Natura jest w sobie niezwykle prosta i pełna harmonii). Należy więc odkrywać jej prawa podstawowe wciąż zadając pytanie „dlaczego” i próbując dotrzeć jak najgłębiej, do podstawowych przyczyn tego, co obserwujemy. To właśnie tu ukryte bywają proste odpowiedzi wyjaśniające najbardziej złożone zjawiska.

Skomplikowane sytuacje można zazwyczaj sprowadzić do jednego, najważniejszego problemu, z którym będziesz się mierzyć. Ponieważ wszystko opiera się na związkach przyczynowo-skutkowych twórz mapę rzeczywistości rozpoczynając od skutków i cofając się do kolejnych przyczyn. Na pewnym poziomie zauważysz, że przyczyny konwergują – niewielka ich ilość będzie odpowiadać za dużą ilość efektów. Stopniowo rozszerzaj pole poszukiwań i staraj się znaleźć przyczyny pierwotne. Znajdując je stawiaj hipotezy i poszukuj innych przewidywalnych skutków danej przyczyny dających się potwierdzić obserwacyjnie. Im więcej przewidywalnych skutków możesz zweryfikować, tym wyższa wiarygodność badanych przyczyn (por. zasada falsyfikowalności K. Poppera).

Pogodzić się z konfliktem?
Natura jest pełna harmonii i nie występują w niej sprzeczności. Większość zaś problemów, z którymi się borykamy wynika z jakiegoś rodzaju konfliktu – np. sytuacji, kiedy sami chcemy jednocześnie osiągać wykluczające się wzajemnie cele, różne strony chcą realizować cele wzajemnie sprzeczne, w sytuacji gdy to, czego chcemy jest sprzecznością.
            Bardzo często rozwiązujemy konflikt poprzez poszukiwanie akceptowalnego kompromisu. Takie rozwiązanie może jednak stanowić rodzaj rezygnacji, ustępstwa z jakiegoś zamierzenia, zmniejszenie oczekiwań lub redukcję jakiejś potrzeby. Zły kompromis może też powodować niezamierzone, negatywne skutki uboczne. Optymalizacja to zdaniem Goldratta marnowanie czasu na poszukiwanie „najlepszego” kompromisu. Każdy konflikt można rozwiązać – zazwyczaj poprzez zmianę podstawowych założeń.
           
Zły kompromis przynosi zwykle niepożądane efekty. Rozwiązując problem ustal co jest kluczowym konfliktem (nie marnuj energii – rozwiązywanie małego lub wielkiego problemu pochłania podobną ilość energii). Nie próbuj też czarować rzeczywistości i kamuflować prawdziwych problemów i niedogodności np. nazywając jakimś eufemizmem. Każdy konflikt może być rozwiązany jeśli zidentyfikujesz jakieś fałszywe założenie i spróbujesz je zmienić. Jeśli rozwiązanie istnieje, to ktoś wcześniej czy później musi je znaleźć. Jeśli nikt jeszcze na nie wpadł, to prawdopodobnie istnieje jakieś blokujące założenie, traktowane jako fakt, z którym się nie dyskutuje.

Inni są wszystkiemu winni?
Jeśli coś idzie nie tak i przeszkody w realizacji celów zaczynają się piętrzyć lub ponosisz porażkę, nie należy szukać winnych na zewnątrz. Podobnie jak nie należy tłumaczyć czy usprawiedliwiać własnych niepowodzeń wskazując na czynniki zewnętrzne, niefortunne zbiegi okoliczności itp.
Z założenia o harmonii natury wynika również to, że relacje z innymi (i sobą samym) powinny pozostawać w równowadze. Jest to warunek dobrego współdziałania (zarówno z innymi, jak i z otoczeniem). Harmonia istnieje w relacjach lub można do niej doprowadzić ale najczęściej nie wkładamy odpowiedniego wysiłku aby z tego skorzystać.
Rozwiązywanie konfliktu przez poszukiwanie kompromisu gdy przysłowiowy tort jest mały prowadzi do sytuacji „wygrany-przegrany” (to naturalne, że każdy chce zadbać o własny interes, co jednak nie oznacza, że ma wyłącznie egoistyczne oczekiwania wobec innych). Sztuka polega na tym by w takiej sytuacji pomyśleć jak ten tort powiększyć zamiast szukać sposobu by wyszarpać dla siebie jak największą część.

Ludzie są z natury dobrzy i kierują nimi dobre intencje. W sytuacji kiedy nie możemy znaleźć dobrego kompromisu, nie mamy wiele do stracenia a bardzo dużo do zyskania jeśli wybierzemy strategię „wygrany-wygrany”. Jest to możliwe wyłącznie wtedy, gdy obie strony nie będą ukrywać ani zaniżać swoich prawdziwych oczekiwań i kamuflować własnych problemów. Ważna jest również empatia. Trudno jest zbudować harmonijną relację z tymi, na których ci nie zależy. Pomyśl o korzyściach tej drugiej strony i wygranej, która może być maskowana jako jej nierozwiązany a zakamuflowany problem.

Znalazłeś już rozwiązanie?
Goldratt wielokrotnie udowadnia w „The Choice”, że poszukując rozwiązania problemu nigdy nie należy spoczywać na laurach albo stawać w pół drogi. Jeżeli wydaje nam się, że właśnie znaleźliśmy sposób zwiększenia skuteczności, produktywności czy zyskowność, to nigdy nie powinniśmy na tym poprzestawać i zatrzymywać się w tym miejscu tylko wytrwale posuwać się dalej. Często jednak wolimy zadowolić się pozornym, jak się okazuje rozwiązaniem tylko dlatego, że je w ogóle znaleźliśmy.

Zawsze jest możliwy jakościowy skok w skuteczności działania, ale nigdy nie zaniżaj swoich oczekiwań. Ciągle podnoś sobie poprzeczkę i stawiaj coraz bardziej ambitne cele. Jeśli znalazłeś sposób by rozwiązać jakiś problem albo zrobić coś lepiej, to jest to dopiero początek drogi. Nie zadowalaj się komfortem wynikającym z takiej sytuacji. Dokonaj teraz rewizji swoich założeń w stosunku do tego, co możesz osiągnąć i szukaj dalej.
The Sky is Not the Limit.



W całym procesie Goldratt podkreśla wagę intuicji i emocji wskazując na silne powiązanie w triadzie: EMOCJE – INTUICJA – LOGIKA. Najważniejsze fakty i informacje są w zasięgu ręki, a pierwsze założenia tworzymy posiłkując się intuicją (wspieraną własnym doświadczeniem). Skupienie się na głównym problemie i korzystanie z reguł jasnego myślenia (głównie poprzez poszukiwanie związków przyczynowo-skutkowych) intensyfikuje emocjonalne zaangażowanie i wzmacnia intuicję.
            Inną ważną kwestią jest eksperyment i testowanie prototypów rozwiązań (nowa inicjatywa jest w pewnym sensie propozycją rozwiązania problemu) – pozwala to zweryfikować stawiane hipotezy lub wprowadzać kolejne usprawnienia i zwiększać skuteczność.

Myślę, że goldrattowski system może być nie tylko podstawą do refleksji w rodzaju „jak cieszyć się pełnią życia”, ale też stanowi ciekawą inspirację dla strategów i plannerów borykających się na co dzień z problemami strategii marki czy strategii komunikacji. Mam wrażenie, że jest to system na tyle całościowy, a jednocześnie na tyle prosty, że można go bezpośrednio zaadaptować i potraktować jako jedną z metod pracy przy rozwiązywaniu konkretnych problemów.
Może to właśnie ta, nierozpoznana jeszcze szansa?

Tak na marginesie: sposób podchodzenia do rozwiązywania konfliktów (znoszenia sprzeczności) proponowany przez Goldratta warto porównać z metodą opracowaną przez H. Altszullera (zob. wpis „Algorytm sukcesu jest jak zając”). Myślę, że podejście Altszullera i zidentyfikowane przez niego heurystyki (Rozdrobnienie, Separacja, Asymetria, Przesada, Inny wymiar itd.) mogą być ciekawym uzupełnieniem opisanego wyżej procesu.

[1] Pisząc notatkę korzystałem z wersji „The Choice” na Kindle. Zainteresowani mogą nabyć polskie wydanie – np. „Wolność wyboru”, Eliyahu M. Goldratt, Efrat Goldratt-Ashlag, wyd. Mint Books, 2011.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Krew, zdechłe koty, drony i marketing


Na temat spodziewanej inwazji dronów pisałem dwa lata temu na blogu HBR. Temat przypomniał mi się niedawno, kiedy siedząc na ławce w parku i wygrzewając w słońcu kości próbowałem coś poczytać. Skończyło się na próbowaniu, bo jakiś gówniarz (przepraszam, przedstawiciel pokolenia milenials) uparł się, żeby poćwiczyć przeloty swoim nowym Parrotem właśnie nad moją głową. Wychodziło mu to coraz sprawniej więc zamiast męczyć kiepską książkę (nic godnego polecenia: branding-śmending coś tam, coś tam w miękkich okładkach) postanowiłem chwilę poguglać i sprawdzić co tam słychać w dronim świecie.

Pierwsze co znalazłem to zdjęcie obryzganego krwią Enrique Iglesiasa, który na własne życzenie pokaleczył palce dronem, który robił mu foty w czasie koncertu. Wypadek niegroźny ale scena idealna na spragnione newsów prasowe czołówki. Incydent miał miejsce w Tijuanie więc nie wykluczone, że był to dron meksykańskich przemytników, którzy używają tych zabawek do przerzucania metaamfetaminy przez granicę z USA. Tamtejsza mafia korzysta również z dronów do przemytu broni i narkotyków na tereny więzienne. Przestępcy jak widać dosyć szybko adoptują nowe gadżety.

To właśnie nielegalne korzystanie z dronów (pomijam zastosowania militarne) przyciąga najczęściej uwagę mediów. W kwietniu b.r. cały świat obiegły zdjęcia drona zabezpieczanego przez policję na dachu rezydencji Shinzo Abe - premiera Japonii. Mały bezzałogowiec wylądował tam z podejrzanym ładunkiem - butelką skażoną pyłem radioaktywnym
. Początkowo sądzono, że to zamach, szybko jednak wyszło na jaw, że jest to nowa forma protestu - tym razem przeciwko rządowym planom powrotu do produkcji energii jądrowej.

A co w samym marketingu?

Tutaj, jak się okazuje powoli, ale nieubłagalnie zachodzi "nieziemska" rewolucja. Przynajmniej w świecie reklamy. Jej klimat najlepiej chyba oddaje reklama wprowadzająca 3DR - model solo, określanego jako "pierwszy inteligentny dron". Cała historia zaczęła się w 2007 roku, kiedy Chris Anderson (dziennikarz New York Times i redaktor miesięcznika Wired) zbudował z swoim dzieckiem na kuchennym stole drona korzystając z zestwu Lego Mind Machine. Składając latającą maszynę Anderson pomyślał wtedy, że właśnie uczestniczy w jakiejś ważnej zmianie, która właśnie się rozpoczyna i obejmie swoim zasięgiem wiele dziedzin życia. Postanowił wówczas lepiej zbadać temat i w ten sposób dotarł do Jordi Munoza - meksykańskiego (sic!) dziewiętnastolatka, który zajmował się przerabianiem kontrolerów Wii Ninntendo w wielofunkcyjne piloty. Anderson wspólnie z Munozem zakładają 3D Robotics, gdzie współpracujący na zasadzie crowdsourcingu wolontariusze tworzą uniwersalny kod autopilota APM (ArduPilotMega). Firma nawiązuje następnie współpracę z mieszczącym się w Zurichu instytutem inżynierii - takie połączenie sił pozwala rozwinąć Pixhawk - otwartą platformę dla kontrolerów a następnie technologię "foloow me".

Wszystko wskazuje na to, że 3DR to przedsięwzięcie skazane na sukces. Popyt na drony wykorzystywane w celach rozrywkowych czy komercyjnych rośnie błyskawicznie na całym świecie. Już nie tylko profesjonaliści ale też amatorzy chcący np. robić fotografie "z lotu ptaka" coraz chętniej korzystają z dronów. Wykonywane przy ich użyciu zdjęcia ślubne, filmy czy fotografie okolicznościowych imprez nie wiedzieć kiedy stały się popularnym standardem. Pasjonaci i hobbyści filmują tak m. in. wydarzenia sportowe - szczególną popularnością cieszy się rejestrowanie w ten sposób wyczynów snowboardzistów czy golfistów. Naprzeciw rosnącym oczekiwaniom konsumentów wychodzą również marki - dobrym przykładem może być Akademia Nikona, w ramach której prowadzone są warsztaty fotografowania i filmowania z dronów.

Coraz powszechniejsze drony stają się też powoli ikonami kultury popularnej. Kiedy duński artysta Barta Jansen stwierdził że jego ulubiony kot Orville dokończył właśnie żywota, postanowił twórczo wykorzystać ciało zwierzaka konstruując wraz z Arjenem Beltmanen Orvillecopter. Czworonóg za życia maniakalnie wręcz uwielbiał ptaki - teraz zaś dzięki zamianie w koto-drona pupil artysty sam może sobie z nimi polatać i to bez żadnych życiowych ograniczeń. Pierwszy publiczny lot Orvillecoptera odbył się podczas Kunstrai Art Festival w Amsterdamie wzbudzając w krytykach sztuki mieszana uczucia. Krytycy, jak to krytycy, stwierdzili, że pomysł jest nie tylko dziwaczny ale też niesmaczny i po prostu niedorzeczny. Osobiście idę o zakład, że Orville byłby zupełnie odmiennego zdania.

Ponieważ zdechły kot zamieniony w kotokopter nie każdemu przypadnie do gustu warto dla równowagi przywołać inne zastosowanie drona - na przykład w roli Amora tudzież Kupidyna. Właśnie w takiej funkcji dron został wykorzystany w akcji 'Love is in the air' (#cupidrone) zorganizowanej przez holenderską Izbę Kwiaciarzy w mieście Romea i Julii - Veronie. Popatrzcie zresztą sami:

A tu z kolei Brazylia i wykorzystanie dronów w bardziej tradycyjny sposób. Tradycyjny bo łatwo można sobie wyobrazić, że zamiast dronów fruwają tu napełnione helem baloniki. Sprawcami zamieszania w biznesowej dzielnicy Sao Paulo - takim odpowiedniku stołecznego Mordoru - była marka Camisaria Colombo - sieci sklepów z koszulami. W ten właśnie sposób uwięzionym w biurowcach japiszonom komunikowano w ubiegłym roku zalety oferty z wyprzedażowej kolekcji z okazji Black Friday.


Przyciągający uwagę dron może zastąpić nie tylko balonik ale nawet kelnera. Z takiego założenia wyszli właściciele brytyjskich restauracji sushi o wdzięcznej nazwie YO! Obsłudze pozostało jedynie opanować umiejętność kierowania ruchem latających robotów za pomocą prostej aplikacji na iPadzie. Latający kelner zachęcający przechodniów do próbowania wybranych pozycji z menu ma też nad swoim żywym odpowiednikiem tą zaletę, że nie robi głupich znudzonych min i nie trzeba się martwić o napiwki.



A to już pomysł rzec by można nieco wyższych lotów. Idea stworzona dla marki Dove przez agencję F.biz. Operator namierza na ulicach Rio de Janeiro kobiety w zaawansowanej ciąży lub matki małych dzieci i dostarcza zaskoczonym rodzicom sample produktów dla niemowląt. Słodziutkie, nieprawdaż?

Namierzanie przez drona konsumentów, których chcemy zaskoczyć naszą spektakularną (i rzecz jasna efektywną) akcją marketingową może się odbywać nie tylko poprzez operatora ale także w sposób automatyczny. Nad ciekawym rozwiązaniem tego rodzaju pracuje firma AdNear z Singapuru. Technologia bazuje na prostych założeniach. W niemal każdej kieszeni lub dłoni konsumenta spoczywa dziś smartfon, który chcąc się połączyć z siecią wi-fi wysyła cyklicznie tzw. ‘probe request’ (ramki rozgłoszeniowe) - próbki sygnału szukające najbliższego punktu dostępowego. Próbki te zawierają instalowany fabrycznie unikalny numer (media access control address), który może być wychwytywany przez czujniki bezprzewodowe lokalizujące położenie indywidualnego urządzenia. Umieszczenie takich czujników w dronie pozwala mu identyfikować i ‘targetować’ konsumentów poruszających się po ulicach, jadących samochodem czy przechadzających po centrum handlowym. Namierzonemu w ten sposób użytkownikowi możemy wysyłać personalizowane komunikaty adekwatne do jego położenia i kontekstu, w jakim znajduje się w danej chwili.

Nieco inne możliwe zastosowanie dronów 
(w dodatku nieco większych) zaproponowała firma Ericsson prezentując niedawno prototyp Drone Bose 3000. Ten designerski bezzałogowiec w zamierzeniu służyć może do przenoszenia całych modułów kontenerowych dzięki czemu być może znajdzie zastosowanie w promocjach i wyprzedażach wykorzystujących model pop-up-retail.

Drony już dziś stanowią dla marketerów wdzięczną inspiracją i wnoszą coraz więcej pozytywnego zamieszania do świata marek. Możliwe sposoby ich wykorzystania i zastosowania to jedynie kwestia wyobraźni, a jak mawiał Edison: "Żeby coś wy­naleźć, wys­tar­czy od­ro­bina wyob­raźni i ster­ta złomu".

Ciekawe, że o kocim truchle nic nie wspomniał.

Tak na marginesie: a co do samej wyobraźni, to być może już w najbliższej przyszłości to właśnie dzięki niej sterować będziemy większością domowych urządzeń, w tym również dronami. Julie Smicinski z amerykańskiego Mercyhurts University zaprezentowała w kwietniu tego roku wyniki eksperymentu polegającego na kierowaniu ruchem drona przy pomocy... umysłu. Korzystając z systemu NeuroSky, czyli zestawu czujników biometrycznych do pomiaru aktywności fal mózgowych oraz obsługującej go aplikacji, Smicinska bezproblemowo pokierowała w lotem małego drona.
Ponieważ potrzebny jest do tego nie tylko dron, ale też umiejętność skupienia się i koncentracji rozwiązaniu nie wróżę zbyt różowej przyszłości

Bo kto dziś potrafi się skupić na czymkolwiek. I w zasadzie po co?

czwartek, 27 czerwca 2013

Kiedy drony opanują marketing?

Drona może dzisiaj kupić każdy, nawet Ty. Kontrolowany smartfonem lub tabletem kwadrokopter kosztuje na Amazon niecałe 300 dolarów. Już zamawiasz? Przeczytaj do końca.
Drony upowszechniają się i coraz szybciej trafiają pod strzechy, i nie ma w tym właściwie nic dziwnego. Zgodnie z intuicją wyrażoną w tzw. prawie Moore’a, praktycznie każda technologia wykorzystująca zaawansowaną elektronikę z roku na rok staje się coraz wydajniejsza, tańsza i, co za tym idzie, powszechnie dostępna. 
Można więc przypuszczać, że już niebawem drony staną się równie popularne jak telefonia komórkowa, odbiorniki GPS czy cyfrowa telewizja. I tak jak w przypadku wymienionych rozwiązań – trudno sobie w pełni wyobrazić wszelkie wynikające z tego konsekwencje. Zwłaszcza, że drony będą z biegiem czasu coraz bardziej zaawansowane, sprawne iwszędobylskie. Już dziś obiecująco działają udane prototypy roboinsektów, minidronów, które mogą współpracować na zasadach pszczelego roju.

Bezpieczne niebo
W toczącej się obecnie dyskusji na temat dronów przeważają emocje związane z etyczną stroną wykorzystywania inteligentnych bezzałogowców do celów militarnych i szpiegowskich (kontrowersyjna kwestia tzw.selektywnego targetowania i chirurgicznych uderzeń). Coraz głośniejszy staje się jednak również inny wątek: powszechnego wykorzystywania dronów do celów komercyjnych i prywatnych.
FAA (Federal Aviation Administration) do 2015 roku zamierza oficjalnie otworzyć amerykańską przestrzeń powietrzną dla komercyjnych zastosowań UAS (Unmanned Aircraft Systems). Zgodnie z szacunkami tego urzędu do roku 2020 około 10 tysięcy dronów znajdować się będzie w prywatnym użyciu. FAA zastrzega przy okazji, że obecna liczba urządzeń znajdujących się w prywatnych rękach trudna jest do oszacowania.
Podobne prace i dyskusje toczą się w Komisji Europejskiej, która zamierza przygotować niezbędne przepisy do 2018 roku, a do roku 2020 otworzyć dla dronów europejskie niebo. Jednak do tego czasu urzędnicy będą musieli znaleźć wiele kompromisów i pogodzić ze sobą sprzeczne interesy, ponieważ powszechne korzystanie z dronów przez firmy czy osoby prywatne może nie tylko stwarzać zagrożenie bezpieczeństwa (w tym, np. potencjalne wykorzystanie w zamachach terrorystycznych), ale też poważnie godzić w takie wartości jak prawo do prywatności czy wolności obywatelskiej. Montowane na bezzałogowcach głowice optoelektroniczne pozwalają dziś na precyzyjną obserwację i dokumentację otoczenia nawet na odległość kilku kilometrów, a to likwiduje kolejne bariery dla szpiegowania czy inwigilacji dowolnej osoby.
Drony w służbie cywilizacji
Pomimo panujących niejasności i wątpliwości legislacyjnych można się spodziewać, że i tak czeka nas niebawem inwazja dronów. Obecnie są one coraz chętniej używane przez filmowców i fotoreporterów. Korzysta z nich również policja (zabezpieczają dziś ośrodek golfowy Lough Erne w Irlandii Północnej, gdzie odbywa się szczyt G8). Poważniej interesują się nimi także rolnicy (opryskiwanie upraw), służby leśne (monitorowanie zasobów naturalnych), służby ratunkowe (akcje poszukiwawcze, klęski żywiołowe), operatorzy przesyłu energii (nadzór infrastruktury), straż pożarna czy służba zdrowia (transport krwi lub narządów do transplantacji).
Drony służyły już do liczenia populacji fok na obszarach podbiegunowych, w Indiach zaś pozwalają efektywniej walczyć z kłusownictwem. Bezzałogowce rozpatrywane są również jako alternatywa dla transportu lądowego – szczególnie na terenach, gdzie występują sezonowe problemy z drogami, np. wskutek długotrwałej pory deszczowej. Wstępne symulacje wykazały, że w krajach takich jak Dominikana czy Lesotho koszt pokrycia dużych powierzchni siecią dronów jest znacznie niższy niż koszt budowy dróg. W USA bezzałogowce krążące przy południowej granicy tropią nielegalnych imigrantów i przemytników, drony zamierza też wprowadzić niemieckie Deutsche Bahn, walcząc z graficiarzami dewastującymi składy pociągów.
Domino’s drones
Niedawno brytyjski oddział Domino’s wspólnie z agencją T + Biscuits przeprowadził ciekawą akcję marketingową DomiCopter, udowadniając, że dostarczanie pizzy prosto do domowego ogródka nie stanowi dla dronów najmniejszego problemu. Akcja okazała się skuteczna pod względem reklamowym (nominacja na tegorocznym Cannes Lions), ale kto wie czy nie okaże się to awangardą przyszłych rozwiązań kurierskich?

Drony na usługach marketingu? Może się to wydawać egzotycznym dziwactwem, ale tak na wszelki wypadek warto się przygotować na Tofflerowski szok przyszłości i już dziś wciągnąć ten temat na listęnastępnych rzeczy do zrobieniaJeśli nie zrobisz tego Ty, Twoja konkurencja na pewno to wykorzysta.

piątek, 7 czerwca 2013

Shake it! Like a Polaroid picture...

Na okładce drugiego (i przełomowego zarazem) albumu pt. More Songs About Buildings and Food (1978) zespołu Talking Heads znalazła się oryginalna kompozycja wizualna. Koncepcję okładki opracował lider grupy, genialny artysta: muzyk, performer i pisarz – David Byrne, a wykonaniem zajął się awangardowy fotografik Jimmy De Sana. Okładkę stanowiła fotomozaika, na którą składało się 529 zdjęć zespołu. Wszystkie w charakterystycznym formacie zostały wykonane tym samym aparatem SX-70 marki Polaroid.
Lata 70. XX wieku to w USA okres trwającego już od dekady polaroidowegoszaleństwa. Firma odnosi kolejne sukcesy, rozwija się w błyskawicznym tempie, a marka stanowi prawdziwą ikonę popkultury. Jej ówczesny status porównać można do obecnej pozycji Apple. Produkty Polaroid postrzegane były jako innowacyjne, designerskie i zaawansowane technologicznie, a jednocześnie niezwykle proste w obsłudze. Stanowiły prawdziwy obiekt pożądania rzesz konsumentów – były jednym z pierwszych gadżetów technologicznych i obiektem masowej fascynacji. Podobny status osiągnie dopiero walkman wprowadzony przez Sony na rynek w 1979 roku.
Kultowy model Polaroid - "Swinger" (1965-1970)
Historia marki Polaroid rozpoczyna się w 1932 roku w Bostonie, kiedy amerykański naukowiec i wynalazca Edwin H. Land wraz z George’em Wheelwrightem z Harvardu zakładają Land-Wheelwright Laboratories – firmę komercjalizującą tzw. polaroidy (celuloidowe filtry polaryzacyjne). Z technologii tej korzystano np. przy produkcji okularów przeciwsłonecznych i sprzętu fotograficznego. Duży popyt na innowacyjne produkty i szybki rozwój biznesu przyciągnął inwestorów z Wall Street, co z kolei przyspieszyło ekspansję firmy. W 1937 roku została ona przemianowana na Polaroid Corporation.

Równe dziesięć lat później Edwin Land opracowuje technologię oraz aparat umożliwiające natychmiastowe wywoływanie czarno-białych zdjęć. Oficjalna prezentacja innowacji miała miejsce 21 lutego 1947 roku w Optical Society of America.

Cały proces obejmujący wywołanie negatywu i otrzymanie pozytywu trwał jedynie 10 sekund. Zgodnie z anegdotą i firmową legendą inspiracją wynalazku Landa było pytanie, które pewnego dnia usłyszał od córki:Tato, dlaczego zawsze tak potwornie długo musimy czekać na zdjęcia z wakacji?
Model 95 pojawia się na rynku już w kolejnym roku. Kilka lat później (1962) zmodyfikowana technologia sprawia, że osiągalne staje się natychmiastowe wykonywanie kolorowych zdjęć. Możliwość otrzymywania odbitek od ręki (co prawda tylko pojedynczych) powoduje, że Polaroid staje się prawdziwym hitem.
Jednak pierwszym produktem firmy, który faktycznie ustanowi charakter i wizerunek marki oraz szybko osiągnie status kultowego, będzie wprowadzony na rynek w latach 70. XX wieku Polaroid Model 20 – Swinger.
Piosenkarz Barry Manilow – który zasłynął przebojem Copacabana – w reklamie Polaroida (gdzie wystąpiła również młodziutka Ali MacGraw znana np. z filmu Konwój) śpiewał:
Hey, meet the swinger, Polaroid Swinger […] It’s more than a camera, it’s almost alive […]Swing it up, it says yes, take the shot, count it down yeah yeah…
A to wszystko: it’s only nineteen dollars and ninety-five, yeah yeah!
Swinger był faktycznie pierwszym, dostępnym na każdą kieszeń aparateminstant. Model łączył w sobie prostotę obsługi i technologiczną przyjazność z oryginalnym jak na swoje czasy designem. Minimalistyczna stylistyka, biel obudowy i pobłyskujące detale od razu trafiły w młodzieżowe gusta. Swinger stał się w niedługim czasie jednym z najlepiej sprzedających się aparatów fotograficznych na świecie. Do lat 90. XX wieku powstało w sumie ponad 600 modeli aparatów sygnowanych marką Polaroid.
Twórca Polaroida, Edwin Land, był nie tylko naukowcem i wynalazcą z żyłką przedsiębiorcy, ale też prawdziwym pasjonatem i wizjonerem. Fotografia była jego osobistą namiętnością. Wierzył, że komunikacja poprzez obrazy może być równie skuteczna jak słowa i każdy z nas posiada wrodzoną zdolność, by móc mówić w taki sposób. W laboratorium firmy Land urządził ogromne studio fotograficzne wyposażone w sprzęt umożliwiający druk dużych odbitek. Zapraszał tam artystów, którzy mogli za darmo z niego korzystać, zostawiając wybrane odbitki. Powstała w ten zasobna w dziesiątki tysięcy zdjęć fotografii artystycznej Polaroid Collection (zbiory z lat 1972-1990), w której znalazły się np. prace Andy’ego Warhola.
Cała kolekcja została rozparcelowana trzy lata temu, w niejasnych okolicznościach, kiedy niedługo po bankructwie firmy wyprzedawano jej aktywa.
Land (podobnie jak wiele lat później Steve Jobs) był również uzdolnionym showmanem. Potrafił zafascynować publiczność swoimi produktami, demonstrując osobiście ich zalety technologiczne i jednocześnie walory użytkowe podczas pełnych dramaturgii prezentacji. Do historii przeszło jego spotkanie z przedstawicielami firmy produkującej okulary przeciwsłoneczne, podczas którego promował filtry polaryzacyjne. Na miejsce spotkania Land wybrał przeszklony pokój w hotelu – najbardziej wystawiony na słoneczne światło. Na okiennym parapecie ustawił akwarium, w którym pływała złota rybka. Wchodzących gości witał słowami: Przepraszam za jaskrawe oświetlenie – pewnie nawet nie widzicie tej rybki? – mówiąc to, każdemu z gości wręczał polaryzatory.
Wiele firm próbowało korzystać z mody i fascynacji Polaroidem, wypuszczając na rynek własne wersje aparatów instant kompatybilne z filmami-kasetami oryginału. Produkty takie oferowały Minolta, Konica, Keystone.
Sprzęt łudząco podobny do popularnego modelu SX-70 opracował Kodak (model EK6), co skończyło się jednym z głośniejszych sporów prawnych.Walka patentowa trwała ponad dekadę i zakończyła się w 1986 roku dotkliwą porażką Kodaka, który musiał wstrzymać sprzedaż swoich aparatów oraz wypłacić Polaroid Corporation karę w wysokości 925 milionów dolarów. Medialne zainteresowanie oraz skala sporu przypominała boje patentowe toczone współcześnie np. pomiędzy firmami Apple i Samsung.
Słowo polaroid bardzo szybko stało się synonimem kategorii i nazwą generyczną. Oznaczało nie tylko określony sprzęt, ale wręcz odbitkę, przypadkowe ujęcie, chwilę zatrzymaną w czasie. Określenie to często pojawia w tekstach wielu wykonawców muzyki rozrywkowej (m.in.: The Rolling Stones ­– Star Star, U2 – Cedars of Lebanon, Patti Smith – Space Monkey, Dead Kennedys – Winnebago Warrior, Suede – Attitude).
Polaroid – popularny gadżet, ale też ikona popkultury, wielokrotnie występował również (i wciąż występuje) w filmach, serialach telewizyjnych czy programach rozrywkowych. Przykładami produkcji, w których znalazły się sceny z Polaroidem są m.in.: Okrucieństwo nie do przyjęciaKrólowie nocyTrafficThelma i LouiseZłote dzieckoAnna M. czy serial Dexter.
Ikoniczny wręcz stał się również charakterystyczny – kwadratowy – kształt robionych Polaroidem zdjęć. Kojarzą się one ze spontanicznością, emocjami utrwalanymi na gorąco, radością dzielenia się z innymi tym, co zapisane w obrazie. Do takich też znaczeń odwołali się twórcy popularnej aplikacji Instagram – zarówno jej logotyp, jak i kształt wykonywanych nią fotek stanowią hołd dla kultowej marki. W samej siedzibie firmy można zaś podziwiać kolekcję wyeksponowanych starych modeli aparatów.
Polaroid rozwijał się przez dekady, nieprzerwanie wprowadzając kolejne innowacje. Nie wszystkie były udane. Wprowadzony pod koniec lat 70. ubiegłego wieku instant movie camera, czyli system Polavision pozwalający na nagrywanie, zapis i odtwarzanie filmu, okazał się zupełnym niewypałem, który z kretesem przegrał rywalizację z technologią VHS (po niezwykle ciekawej potyczce pomiędzy standardem VHS – JVC i Betamaksem od Sony). Mimo że po kamery i odtwarzacze Polavision sięgali artyści (w tym wspomniany Andy Warhol), posunięcie to przyniosło firmie dotkliwe straty finansowe, w wyniku czego Land zrezygnował z funkcji prezesa w roku1980, a dwa lata później opuścił firmę (zmarł w 1991 roku).
Już w 1980 roku w laboratoriach Polaroida powstaje prototyp aparatu cyfrowego. Ten rok to również data krytyczna dla dalszej historii marki. Właśnie wtedy, pomimo rozwiniętych kompetencji inżynieryjnych i know-how,firma podejmuje decyzję, by nie konkurować w obszarze technologii fotografii cyfrowej. Land miał wówczas powiedzieć: Nie działamy w biznesie elektroniki użytkowej. Ponieważ firma czerpała główne zyski nie tyle ze sprzedaży aparatów, co z używanych do nich filmów, postanowiono nie zmieniać tej strategii i pozostać przy swoich głównych kompetencjach.
Kolejne dekady to już powolna agonia kultowej niegdyś marki. W latach 90-tych nikt już nie ma raczej wątpliwości co do tego, że to właśnie cyfrówkikształtować będą przyszłość całej branży związanej z produkcją sprzętu fotograficznego. Wciąż lepsze i tańsze matryce, pojemniejsze karty pamięci, prosty i przyjazny software czy możliwość przechowywania i obróbki zdjęć na domowym komputerze – wszystko to sprawia, że zarówno amatorzy, jak i profesjonaliści coraz częściej decydują się na zakup aparatów cyfrowych. W 2001 roku Polaroid ogłasza bankructwo. Po latach niejasności co do stanu prawnego marki, urzędniczych perturbacji, przekształceń własnościowych i wyprzedaży kolejnych aktywów z dawnej świetności pozostaje jedynie cień.
Dwa lata później marka chwilowo powraca i to za sprawą przeboju hiphopowej formacji OutKast. W promującym album The Love Below utworze Hey Ya! pojawia się fraza Shake it like a Polaroid picture…, aparaty Polaroid służą zaś jako rekwizyt w teledysku. Polaroid Corporation wydaje nawet oświadczenie, w którym odradza użytkownikom potrząsanie odbitką, ponieważ było to skuteczne dawniej – obecna technologia (zabezpieczenie filmu plastikowym okienkiem) nie wymaga takiego zabiegu, a fotografia może zostać w ten sposób nieodwracalnie uszkodzona. Organizowane imprezy promocyjne i sponsorowane koncerty zespołu, na których eksponowany jest Polaroid, nie przynoszą jednak większego skutku. Nowe pokolenia nie chcą sięgać po technologię fotografii instant, a wprowadzona zbyt późno oferta sprzętu cyfrowego od Polaroida nie jest w żaden sposób konkurencyjna.
Kolejna próba reaktywacji Polaroida poprzez ikonę muzyki pop odbyła się dwa lata temu, kiedy w rolę dyrektora kreatywnego promującego nową linię produktów wcieliła się Lady Gaga. Jednak ani sama gwiazda, ani prezentowane przez nią nowości (np. okulary przeciwsłoneczne robiące zdjęcia, kieszonkowa drukarka cyfrowa czy oldskulowy model GL30) nie zdołały skutecznie zrewitalizować marki.
Polaroid wciąż jednak jest silną ikoną i cieszy się niezwykłą estymą.Być może w czasach gdy zdjęcia każdej życiowej okoliczności publikowane są natychmiast przez użytkowników na Facebooku czy Twitterze, to właśnie marki mediów społecznościowych przyczynią się do renesansu Polaroida?
Jest nią na pewno wspomniany już Instagram, który zadeklarował zaangażowanie się w urynkowienie projektu o nazwie Socialmatic – oryginalnego urządzenia (skrzyżowania aparatu fotograficznego, drukarki i smartfonu), którego koncepcję opracował włoski wynalazca Antonio De Rosa. Z zapowiedzi wynika, że Socialmatic miałby być dostępny dla masowego nabywcy już od przyszłego roku.
Spoglądając wstecz na historię marki, można się spodziewać, że na pewno okaże się wielkim przebojem – tym razem nie tylko muzycznym.
Tekst pierwotnie opublikowany w: Blog Biznesowy HBRP
Kontakt: STANISZEWSKIkropkaMmałpaDŻIMEILkropkaKOM

Poprzednie wpisy: