Po nowo oddanym odcinku autostrady powoli sunie platforma. Ciągnie za nią wielobarwny tłum. Do tłumu machają z platformy ubrani w lateksowe wdzianka J. Kaczyński i B. Komorowski. Pomiędzy nimi, rozparty na pluszowym tronie siedzi G. Napieralski. Z potężnych głośników dudni muzyka zespołu 2Sisters zmiksowana z wokalnymi popisami europosła Cymańskiego. „Są nas miliony – Hej, hej sokoły...“.
Wielka parada wyborczej miłości.
W tłumie tańczących panuje idealny parytet: 50% gejów, 50% lesbijek. Geje zręcznie zapładniają lesbijki metodą in vitro. Wielce Radosna Minister Zdrowia Ewa Kopacz wręcza każdemu zapładniającemu i zapładnianej kupon refundacyjny. Pląsający powodzianie, górnicy i pielęgniarki chwytają jabłka rzucane z platformy przez roześmianego młodzieńca. W jego zaś stronę kierowane są pełne nadziei spojrzenia, ciskane są naręcza kwiatów i konfetti.
Za szalejącym w uniesieniu korowodem sunie smętnie Ochotnicza Straż Pożarna zbierając pomięte karty do głosowania i sflaczałe różowe wibratory.
Idiotyczne? Niekoniecznie. Wystarczy posłuchać co wygadują ostatnio obaj kandydaci, członkowie ich sztabów wyborczych czy inni, związani z nimi politycy. Tu dopieru można zobaczyć na jakie wyżyny absurdu można się wznieść.
Zabiegi o lewicowy elektorat podcas II tury ukazują przy okazji najgorsze oblicze demokracji. Ponieważ w cudownym tym systemie prawo wyboru mają nie tylko – tak jak to bywało – wolni obywatele polis, a głos kretyna ma takie samo znaczenie co głos intelaktualisty umizdrzanie się do bezmyślnej tłuszczy wydaje się oczywistą praktyką – w końcu liczy się przecież skuteczność – bycie tym wybranym.
Politycy obawiają się chyba jednak, że pewna część niezdecydowanego elektoratu wciąż może przejawiać odruchy samodzielnego myślenia. Próbują więc za wszelką cenę zwiększyć zidiocenie społeczne używając sprawdzonej taktyki robienia wszystkim wokół wody z mózgu przy pomocy bełkotliwej retoryki wyborczej.
W arogancji i bucie przoduje PO lansując swojego kandydata ustami młodych, gniewnych szczekaczy, którzy wychodzą z założenia, że wszyscy dotknięci są poważną amnezją i pamięć elektoratu nie sięga dalej, jak do dnia wczorajszego. Minimalnie większą konsekwencję zachowują przedstawiciele PiS, ale wynika to chyba bardziej z traumy smoleńskiej tragedii niż z braku intencji wykręcania kota ogonem – intencja taka wciąż tu przejawia się dosyć żywotnie.
Powszechna obecnie prostytucja polityczna, jaką jest próba szybkiego dogodzenia tzw. lewicy (alias „postkomunistom“) bije na głowę dawne wyczyny PiS w rozkładaniu nóg przed Samoobroną czy LPR.
Najbardziej z tego żenującego stanu rzeczy zadowolone wydają się być media – także te pseudopubliczne - nie wydając złotówki na produkcję treści otrzymują 24 godzinny spektakl PO-PiSów wielowymiarowego kretynizmu finansowany przez wszystkich podatników.
W tym samym czasie pewna kampania reklamowa straszy konsekwencjami nie płacenia abonamentu. „Niczego nie zobaczycie, niczego nie usłyszycie“.
Szkoda, że to overpromise.
Tak na marginesie: nasi politycy uważający się często za machiawelicznych geniuszy przestali już dostrzegać własną śmieszność. Jeśli zaś na moment przyjąć, że pojęcie „zbiorowej intelgencji“ ma jakikolwiek sens, to jesteśmy najbardziej durnym narodem świata. Władze które sobie wybieramy świadczyłyby o patologicznej skłonnności do autdestrukcji.
Samobójstwo na życzenie, dokonane w sposób najbardziej idiotyczny z możliwych – oto nasza narodowa spécialité de la maison.
Smacznego.
czwartek, 24 czerwca 2010
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Mucha i orzeł. Czy Polska jest podróbką markowego kraju?
Przeczytać warto zamieszczony jakiś czas temu (28.05.10) w Rzeczpospolitej dodatek pt. „Made in Poland”. Jeśli zaś możliwości nie pozwalają na skonsumowanie całego dodatku, to przeczytać warto choćby krótką rozmowę z Wally Olinsem. Wally Olins jest zacnym Brytyjczykiem, nosi na szyi elegancką muchę i często nazywany jest „Guru” lub „Ojcem”. Jak podaje (zupełnie za darmo) Wikipedia piękne słowo „guru” pochodzi z sanskrytu (dewangari) i oznacza przewodnika duchowego, przywódcę wspólnoty, czy nauczyciela a nawet wcielenie bóstwa. Guru to >>dosłownie "ciężki", "ważny", "czcigodny", "przewodnik", "ten który prowadzi z ciemności do światła".<<
Wally Olins z ciemności do światła wyprowadza narody chcące uchodzić za markowe. Wyprowadził już w ten sposób Hiszpanię, a od siedmiu lat wyprowadza Polskę. Jak dotychczas (o czym mówi w wywiadzie) były to lata raczej chude. Biorąc jednak pod uwagę naturę obracającego się koła dharmy, spodziewać się należy, że świetlistość zapanuje niebawem także w tej materii.
Pana Olinsa – by nie było żadnych wątpliwości – bardzo szanuję i podziwiam. Nijak jednak nie mogę pojąć dlaczego Polacy chcąc się dookreślić sięgać mają po rady - choćby najlepszego - zachodniego konsultanta ds. marketingu? Zwłaszcza, że o ile autorytet marketingowy W. Olinsa trudno kwestionować, o tyle sama idea ‘nation branding’ wydaje się zamysłem wciąż nader wątpliwym.
Określenie ‘marka’ (brand) podobnie jak papier wykazuje sporą cierpliwość. Znosi zatem wiele. Bez skrupułów można je więc łączyć z każdym innym słowem - na zasadzie: „marka osoby”, „marka miejsca”, „marka kraju”. Wszystko jest poezja, jak poetycko zauważył Stachura, czemu więc wszystko nie miało by być ‘marka’? Nawet na słuchanie opowiadań o ‘marce marketingu’ czy ‘marce markowości’ znaleźliby się pewnie chętni zatem ‘marka narodowa’ wydaje się pojęciem w miarę niewinnym i na pierwszy rzut oka sensowym.
Marki osób, miast czy krajów można czasem (zawsze jednak z dużą ostrożnością) traktować jako umowne konstrukty intelektualne tworzone w celach dopracowywania detali strategii rozwoju. Pomaga to lepiej rozumieć jakie elementy mogą ewentualnie wpływać na postrzeganą atrakcyjność, reputację, budować zaufanie czy szacunek wobec konkretnego podmiotu. Może to być nawet inspirujące i pobudzać dyskusję nad kierunkami kształtowania np. renomy danego miejsca. Wyostrzanie pewnych aspektów analizowanego problemu poprzez osadzanie go w zewnętrznych kontekstach, w mniej oczywistych modelach i siatkach pojęć pozwalających dostrzegać nowy wymiar czy perspektywę potraktować można jako kreatywny zabieg o pewnym walorze praktycznym.
Wszystko to jednak zabawne być przestaje kiedy ze świata analiz, metafor i gier językowych przechodzi się do sfery praxis kurczowo wciąż się trzymając powstałych opisów. Drabina, która dawno powinna być odrzucona zaczyna być traktowana sama w sobie jako cel wspinaczki. Abstrakcyjne pojęcie nie wiedzieć kiedy ulega reifikacji a ‘marka narodowa;’ zaczyna być traktowana (z powagą wręcz śmiertelną) jako byt realny. Odnieść można wrażenie, że właśnie w taką pułapkę wpadają często propagatorzy idei ‘nation branding’ przenosząc beztrosko aparat pojęciowy i sposób myślenia właściwy dla podejścia marketingowego na obszar państwowości. Skoro już bowiem powiedziało się „A” (tworząc abstrakcję ‘marki narodowej’), to czy nie wypadałoby teraz konsekwentnie B-eknąć?
Sam W. Olins w wywiadzie udzielonym dla miesięcznika Brief (maj 2009) bez większego zażenowania wykazywać próbował wyższość podejścia korporacyjnego do zarządzania marką nad... sposobami sprawowania rządów w demokratycznym państwie! Gdyby wyższość taką próbował wykazywać nieodżałowany profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski byłoby to piekielnie zabawne. W tym jednak przypadku twarz tężeje - wcale nie ze śmiechu - ponieważ konsekwencje podejścia ‘nation branding’ łudząco przypominać mogą podejście propagandystów wszelkich znanych ustrojów dyktatorskich (żeby nie było niejasności - mówię tu o podejściu a nie o konkretnych osobach czy instytucjach głoszących zbliżone poglądy...).
Konstytucja, Sejm i Senat, Prezydent i Trybunał Konstytucyjny, Premier z Radą Ministrów i inne zdawałoby się przydatne czasem instytucje bledną zupełnie w zestawieniu z prezesem i dyrektorem marketingu przywołanej przez Olinsa jako przykład organizacji zarządzanej w sposób idealny korporacji (powszechnie znanej z produkcji słodkich napojów gazowanych). Tu przynajmniej wiadomo kto jest szefem i podejmuje wszystkie kluczowe decyzje, a w przypadku takiej „firmy” jak Polska nie wiadomo z kim właściwie rozmawiać i kto zaakceptować miałby ostatecznie brief kreatywny. Wally Olinsa smuciło więc, że nie może wszystkiego kontrolować. Nie można np. kontrolować jak zachowują się politycy, nie można kontrolować jacy ludzie reprezentują Polskę na zewnątrz itp.
Guru ‘nation brandingu’ wskazał też gdzie leży problem z implementacją głośnej już strategii ‘creative tension’. Żałował, że nie mógł implementować wiodącej idei dla Polski kiedy Kaczyńscy piastowali funkcję premiera i prezydenta. Podobno przez ich zachowania - bo byli nie do przewidzenia i denerwowali sporą liczbę ludzi.
W najświeższym wywiadzie z Panem Olinsem – prawda, że w nieco łagodniejszej formie - powraca ton rozgoryczenia, że idea „twórczego napięcia” wciąż nie może stać się wspólną fascynacją wszystkich Polaków. Skoro zaś nie została „uwewnętrzniona” to tym trudniej ją „uzewnętrzniać” i prowadzić działania wizerunkowe oparte na tym oryginalnym motywie.
Tego, co powyżej nie należy rzecz jasna traktować jako zarzut czy broń Boże jako krytykę uznanego eksperta (na to autor w życiu by się nie poważył!). Jest to wyłącznie naiwna próba zrozumienia dlaczego ktoś wciąż usiłuje nam coś podobnego sprzedać? Czy wszystkie państwa, które niedawno przeszły (lub przechodzą) transformację polityczno-gospodarczą narażone są na słuchanie podobnych porad?
A może nad markowością Polski wisi jakieś fatum? Wciąż dzieją się rzeczy odciągające uwagę społeczną od potrzeby ‘obrandowania się’ i wciąż jako państwo pozostajemy – jak to się ładnie mówi - skomodytyzowani.
Tak na marginesie: ostatni piknik lotniczy w Góraszce pokazał dobitnie co można rozumieć przez ‘creative tension’. Był to przykład tego, jak nasz cudowny narodowy charakter pozwala na co dzień tworzyć „twórcze napięcia. Bez wysiłku, ot tak.
Napięcie na pewno występowało pomiędzy tłumami podnieconych gapiów wyczekujących jakiejś lotniczej sensacji a stojącymi w niewyobrażalnie długim korku (i upale) pasażerami aut osobowych, autobusów podmiejskich, liniowych i wszelkich innych środków lokomocji. „Autostrada” lubelska nie przewiduje bowiem nalotu wielotysięcznej ciżby ściągniętej na sygnał „podniebnych atrakcji”. Atrakcje faktycznie były głównie pod-niebne ponieważ organizacja objazdów żadnemu geniuszowi do głowy wpaść tym razem jakoś nie zechciała. Widok pomstujących kierowców, zaskoczonych i przerażonych pasażerów stojących w kilometrowych korkach przypomniał szybko gdzie żyjemy. „W Polsce, czyli nigdzie”, jak sprawę ujął pewien zmarły młodo artysta. Żenujące bałaganiarstwo, brak wyobraźni, niezdolność prostego skoordynowania kilku służb i podejście „jakoś to będzie” przy masowej imprezie świetnie oddaje panującą wokół mentalność. Góraszka to symbol wszystkich naszych przedsięwzięć – coś tam się niby przecież udało (żaden samolot tym razem się nie rozbił), a że przy okazji było spore grono niezadowolonych – kogo to obchodzi?
Media relacjonujące event dławiły się w zachwycie wyłącznie tym „czymś” podając mimochodem komunikat o „trudnościach w komunikacji”, jako o stanie jak najbardziej naturalnym. To chyba oczywiste, że gdy coś się tu organizuje, to muszą się pojawić również ‘komunikacyjne utrudnienia’. Przyzwolenie na powszechnie panującą głupotę i bałagan oraz traktowanie tego jako oczywistość nie wróżą najlepiej na przyszłość. Potrafimy się ‘twórczo napinać”- fakt, żaden inny naród nie ma pewnie tyle fantazji i nie wykazuje takiej kreatywności by coś spartolić, skomplikować czy zrobić dokładnie tak, jak zrobione być nie powinno.
Nasze „twórcze napięcie” ma jednak również pozytywy – na przykład taki, że błyskawicznie się materializuje. Kto nie wierzy, niech sobie powącha zasrane w promieniu wielu kilometrów od Górszaki lasy, krzaki i zarośla. Jak zwykle wiele szumu i zadęcia a w efekcie wielkie G.
Szkoda tylko, że nie można powiedzieć „I mucha nie siada”.
Bo siada.
I to nie jedna.
Wally Olins z ciemności do światła wyprowadza narody chcące uchodzić za markowe. Wyprowadził już w ten sposób Hiszpanię, a od siedmiu lat wyprowadza Polskę. Jak dotychczas (o czym mówi w wywiadzie) były to lata raczej chude. Biorąc jednak pod uwagę naturę obracającego się koła dharmy, spodziewać się należy, że świetlistość zapanuje niebawem także w tej materii.
Pana Olinsa – by nie było żadnych wątpliwości – bardzo szanuję i podziwiam. Nijak jednak nie mogę pojąć dlaczego Polacy chcąc się dookreślić sięgać mają po rady - choćby najlepszego - zachodniego konsultanta ds. marketingu? Zwłaszcza, że o ile autorytet marketingowy W. Olinsa trudno kwestionować, o tyle sama idea ‘nation branding’ wydaje się zamysłem wciąż nader wątpliwym.
Określenie ‘marka’ (brand) podobnie jak papier wykazuje sporą cierpliwość. Znosi zatem wiele. Bez skrupułów można je więc łączyć z każdym innym słowem - na zasadzie: „marka osoby”, „marka miejsca”, „marka kraju”. Wszystko jest poezja, jak poetycko zauważył Stachura, czemu więc wszystko nie miało by być ‘marka’? Nawet na słuchanie opowiadań o ‘marce marketingu’ czy ‘marce markowości’ znaleźliby się pewnie chętni zatem ‘marka narodowa’ wydaje się pojęciem w miarę niewinnym i na pierwszy rzut oka sensowym.
Marki osób, miast czy krajów można czasem (zawsze jednak z dużą ostrożnością) traktować jako umowne konstrukty intelektualne tworzone w celach dopracowywania detali strategii rozwoju. Pomaga to lepiej rozumieć jakie elementy mogą ewentualnie wpływać na postrzeganą atrakcyjność, reputację, budować zaufanie czy szacunek wobec konkretnego podmiotu. Może to być nawet inspirujące i pobudzać dyskusję nad kierunkami kształtowania np. renomy danego miejsca. Wyostrzanie pewnych aspektów analizowanego problemu poprzez osadzanie go w zewnętrznych kontekstach, w mniej oczywistych modelach i siatkach pojęć pozwalających dostrzegać nowy wymiar czy perspektywę potraktować można jako kreatywny zabieg o pewnym walorze praktycznym.
Wszystko to jednak zabawne być przestaje kiedy ze świata analiz, metafor i gier językowych przechodzi się do sfery praxis kurczowo wciąż się trzymając powstałych opisów. Drabina, która dawno powinna być odrzucona zaczyna być traktowana sama w sobie jako cel wspinaczki. Abstrakcyjne pojęcie nie wiedzieć kiedy ulega reifikacji a ‘marka narodowa;’ zaczyna być traktowana (z powagą wręcz śmiertelną) jako byt realny. Odnieść można wrażenie, że właśnie w taką pułapkę wpadają często propagatorzy idei ‘nation branding’ przenosząc beztrosko aparat pojęciowy i sposób myślenia właściwy dla podejścia marketingowego na obszar państwowości. Skoro już bowiem powiedziało się „A” (tworząc abstrakcję ‘marki narodowej’), to czy nie wypadałoby teraz konsekwentnie B-eknąć?
Sam W. Olins w wywiadzie udzielonym dla miesięcznika Brief (maj 2009) bez większego zażenowania wykazywać próbował wyższość podejścia korporacyjnego do zarządzania marką nad... sposobami sprawowania rządów w demokratycznym państwie! Gdyby wyższość taką próbował wykazywać nieodżałowany profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski byłoby to piekielnie zabawne. W tym jednak przypadku twarz tężeje - wcale nie ze śmiechu - ponieważ konsekwencje podejścia ‘nation branding’ łudząco przypominać mogą podejście propagandystów wszelkich znanych ustrojów dyktatorskich (żeby nie było niejasności - mówię tu o podejściu a nie o konkretnych osobach czy instytucjach głoszących zbliżone poglądy...).
Konstytucja, Sejm i Senat, Prezydent i Trybunał Konstytucyjny, Premier z Radą Ministrów i inne zdawałoby się przydatne czasem instytucje bledną zupełnie w zestawieniu z prezesem i dyrektorem marketingu przywołanej przez Olinsa jako przykład organizacji zarządzanej w sposób idealny korporacji (powszechnie znanej z produkcji słodkich napojów gazowanych). Tu przynajmniej wiadomo kto jest szefem i podejmuje wszystkie kluczowe decyzje, a w przypadku takiej „firmy” jak Polska nie wiadomo z kim właściwie rozmawiać i kto zaakceptować miałby ostatecznie brief kreatywny. Wally Olinsa smuciło więc, że nie może wszystkiego kontrolować. Nie można np. kontrolować jak zachowują się politycy, nie można kontrolować jacy ludzie reprezentują Polskę na zewnątrz itp.
Guru ‘nation brandingu’ wskazał też gdzie leży problem z implementacją głośnej już strategii ‘creative tension’. Żałował, że nie mógł implementować wiodącej idei dla Polski kiedy Kaczyńscy piastowali funkcję premiera i prezydenta. Podobno przez ich zachowania - bo byli nie do przewidzenia i denerwowali sporą liczbę ludzi.
W najświeższym wywiadzie z Panem Olinsem – prawda, że w nieco łagodniejszej formie - powraca ton rozgoryczenia, że idea „twórczego napięcia” wciąż nie może stać się wspólną fascynacją wszystkich Polaków. Skoro zaś nie została „uwewnętrzniona” to tym trudniej ją „uzewnętrzniać” i prowadzić działania wizerunkowe oparte na tym oryginalnym motywie.
Tego, co powyżej nie należy rzecz jasna traktować jako zarzut czy broń Boże jako krytykę uznanego eksperta (na to autor w życiu by się nie poważył!). Jest to wyłącznie naiwna próba zrozumienia dlaczego ktoś wciąż usiłuje nam coś podobnego sprzedać? Czy wszystkie państwa, które niedawno przeszły (lub przechodzą) transformację polityczno-gospodarczą narażone są na słuchanie podobnych porad?
A może nad markowością Polski wisi jakieś fatum? Wciąż dzieją się rzeczy odciągające uwagę społeczną od potrzeby ‘obrandowania się’ i wciąż jako państwo pozostajemy – jak to się ładnie mówi - skomodytyzowani.
Tak na marginesie: ostatni piknik lotniczy w Góraszce pokazał dobitnie co można rozumieć przez ‘creative tension’. Był to przykład tego, jak nasz cudowny narodowy charakter pozwala na co dzień tworzyć „twórcze napięcia. Bez wysiłku, ot tak.
Napięcie na pewno występowało pomiędzy tłumami podnieconych gapiów wyczekujących jakiejś lotniczej sensacji a stojącymi w niewyobrażalnie długim korku (i upale) pasażerami aut osobowych, autobusów podmiejskich, liniowych i wszelkich innych środków lokomocji. „Autostrada” lubelska nie przewiduje bowiem nalotu wielotysięcznej ciżby ściągniętej na sygnał „podniebnych atrakcji”. Atrakcje faktycznie były głównie pod-niebne ponieważ organizacja objazdów żadnemu geniuszowi do głowy wpaść tym razem jakoś nie zechciała. Widok pomstujących kierowców, zaskoczonych i przerażonych pasażerów stojących w kilometrowych korkach przypomniał szybko gdzie żyjemy. „W Polsce, czyli nigdzie”, jak sprawę ujął pewien zmarły młodo artysta. Żenujące bałaganiarstwo, brak wyobraźni, niezdolność prostego skoordynowania kilku służb i podejście „jakoś to będzie” przy masowej imprezie świetnie oddaje panującą wokół mentalność. Góraszka to symbol wszystkich naszych przedsięwzięć – coś tam się niby przecież udało (żaden samolot tym razem się nie rozbił), a że przy okazji było spore grono niezadowolonych – kogo to obchodzi?
Media relacjonujące event dławiły się w zachwycie wyłącznie tym „czymś” podając mimochodem komunikat o „trudnościach w komunikacji”, jako o stanie jak najbardziej naturalnym. To chyba oczywiste, że gdy coś się tu organizuje, to muszą się pojawić również ‘komunikacyjne utrudnienia’. Przyzwolenie na powszechnie panującą głupotę i bałagan oraz traktowanie tego jako oczywistość nie wróżą najlepiej na przyszłość. Potrafimy się ‘twórczo napinać”- fakt, żaden inny naród nie ma pewnie tyle fantazji i nie wykazuje takiej kreatywności by coś spartolić, skomplikować czy zrobić dokładnie tak, jak zrobione być nie powinno.
Nasze „twórcze napięcie” ma jednak również pozytywy – na przykład taki, że błyskawicznie się materializuje. Kto nie wierzy, niech sobie powącha zasrane w promieniu wielu kilometrów od Górszaki lasy, krzaki i zarośla. Jak zwykle wiele szumu i zadęcia a w efekcie wielkie G.
Szkoda tylko, że nie można powiedzieć „I mucha nie siada”.
Bo siada.
I to nie jedna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Artykuły, felietony, opracowania
- Doświadczenie uczy głupców, Marketing w praktyce (07/2011)
- W co się bawią marki; Marketing w Praktyce, nr 05/2011, s. 43-45.
- Marka składa zobowiązanie; Marketing w Praktyce, nr 04/2011, s.35-37.
- Defensywna strategia polskich marek; Harvard Business Review, Nr 3 / 2011, s.76-77
- Walka rozsądku z nadmiarem; Marketing w Praktyce (10/2010)
- Obudź w sobie Archimedesa; Marketing w Praktyce (07/2010)
- Krajobraz po powodzi; Marketing w Praktyce, Newsletter, 06.2010
- Ćwiczenia z przyszłości firmy...; Think Tank (nr 4/2010) s.68-71
- Koszyki z trójkątem i kółkiem, Marketing w Praktyce (05/2010)
- Bezpośredniość zawsze w cenie; Marketing w Praktyce (03/2010)
- Miejsce jako marka - "Magnetyzm polskich miast"; Wspólnota, grudzień 2009
- Pierwszy na światłach; GB.pl, 11.09
- Wikifirma, czyli dialog z klientami w sieci; Harvard Business Review, Numer 80, pazdz. 2009
- Nie da się ująć w model, Marketing w Praktyce (10/2009)
- Olśnienie klientem, Marketing w Praktyce (7/2009)
- Zasobność marki, Marketing w Praktyce, (6/2009), s. 36-39
- Konsumenci z trzeciej fali, Marketing w Praktyce (02/2009)
- Southwest Airlines: rozwinąć skrzydła wbrew; Marketing w Praktyce (01/2009)
- Zbuduj sobie Burj Al Arab, Marketing w Praktyce (11/2008)
- Wizjonerska Marka Google; Marketing w Praktyce (10/2008)
- Marketing śmiechu i strachu; Marketing w Praktyce (9/2008)
- Zarządzanie znaczeniem marki; Marketing w Praktyce (8/2008)
- Rozkodować ‘zip culture’; Marketing w Praktyce (7/2008)
- Marka - temat tabu, czyli dlaczego warto mieć trąbę?; Brief
- Budowanie silnej marki - czynniki sukcesu; Gazeta MŚP, Nr 4(73)/2008, s.26
- Czy marki w ogóle istnieją? Superbrands, album 2008
- Próbna noc poślubna…; Brief, (101/02/2008)
- Felietony dla Media Marketing (seria)
- Smutne tablice do mijania; Media Marketing/Outdoorinfo, (24.07.2007)
- System wartości: Polska na tle Europy; Prace i materiały ISM; 34; SGH, (2006)
- Semiotyka? Zrób to sam; Brief, (77/02/2006)
- Consumer Insight i reklama; Pomorski Klub Biznesu (01/2006)
- Estetyczna strona konsumpcji, Brief; (75/12/2005)
- Reklama porównawcza - próba obrony; Zarządzanie i rozwój; (nr 51, 11-12/2004)
- STRONA ARCHIWUM
Wypowiedzi, opinie, komentarze
- Jedyny Taki - ikona na miarę Cyfry+, Dziennik Gazeta Prawna, 19.12.11
- Migracje 2011 w mediach, Press, s. 44-45, Nr 12.2011
- Polacy nie dają wiary bankowej reklamie; Puls Biznesu (19.07.11)
- Gladiator będzie promował Polskę; Puls Biznesu (13.07.11)
- Sponsorzy ogrywają UEFA; Puls Biznesu (11.07.11)
- Rosną wydatki na promocje miast; Rzeczpospolita; 11.07.11
- Miasta coraz lepiej się promują; Rzeczpospolita; 05.07.11
- Co jest grane; Press, s.80-83, Nr 07.2011
- Zintegrowany trend; Press, s. 99-101, Nr 06.2011
- Siła opowieści; Press, s. 23, Nr 06.2011
- Wizerunek bywa cenniejszy niż majątek koncernu; Dziennik Gazeta Prawna, Magazyn, 22.05.11
- Gwiazdy sprzedają; Uważam Rze, nr 9/2011, 04.04
- Rachunek za celebrytę, Media & Marketing, nr 04/2011
- T-Mobilizacja; Press, Nr 04.2011
- Netia zmienia logo. Tomasz Kot znika z reklam; Gazeta Wyborcza, 02.04.11
- Z rynku znikną słabsze marki; Rzeczpospolita, 28.03.11
- W pogoni za oryginalnością, Rzeczpospolita; 25.03.11
- Rynek zaskoczony milionową gażą dla Majewskiego...; Press, 22.03.11
- Co nas wkurza w reklamach?; TVP2, 13.03.11
- Biznes marką stoi; Wprost, Nr: 9/2011 (1464)
- Firmy chcą umów z rządem przy okazji polskiej prezydencji w UE ; Wyborcza.biz; 30.12.2010
- W opałach i w ofensywie; Brief, 01.2011
- Reklamowy i romantyczny; Marketing przy kawie (21.12.10)
- Unifikacja czy dywersyfikacja marek?; Brief, 12.2010
- Polska marka zaniedbana; Rzeczpospolita (25.11.2010)
- Siła marki; TVN CNBC (listopad 2010)
- Polskie marki zyskują na sile; Brief TV (listopad 2010)
- Promocja Floating Garden przy cmentarzu; Gazeta Szczecin (28.10.10)
- Półroczny wstrząs wizerunkowy w BP; Brief, Nr 133/11, s. 40
- Energetyczna bitwa na twarze; Puls Biznesu (18.10.10)
- Podzielili się billboardem; Puls Biznesu (07.10.10)
- Synowie marnotrawni się bogacą; Forbes 10/10
- Kto daje, ten zabiera; Press, Nr 10 (177) 2010, s.88
- Marka Palikot jak Doda, Komorowski jak Pawlak; Puls Biznesu (23.09.10), s.13
- Czy opłaca się zatrudniać celebrytów w reklamie?; Puls Biznesu (13.08.10)
- Specjaliści odradzają rezygnację z hasła "Zimny Lech"; Press; (03.08.10)
- Szybkie dyskontowanie sezonowych gwiazd; Forbes 08/10
- Płaczące czterdziestki (komentarz); FashionBusiness.pl (1/10, s.31)
- Żywność po polsku, buty po włosku; Puls Biznesu (10.05.10)
- Gra w przetargi; Press (05.2010)
- Polscy reklamodawcy kochają gwiazdy; Puls Biznesu (23.04.10)
- Nieco naiwni geniusze; Rzeczpospolita (02.04.10)
- Uciec spod spota; Ja, My, Oni Poradnik psychologiczny Polityki tom 4; 02.10
- Inspiruje mnie...; Marketing przy kawie; 24.02.10
- Polskie marki bankowe gonią świat; Rzeczpospolita (20.02.10)
- Reklama leci po Małysza; Puls Biznesu (19.02.10)
- Marka Krakowa jest silna. Nie psuć! Gazeta Krakowska (17.02.10)
- Filozofia a PR; Lego-Logos (16.01.2010)
- Ambasador mimo woli, Marketing przy kawie (14.01.10)
- Ile jest warta marka Kraków, Dziennik Polski (08.01.10)
- Kraków dystansuje polskie miasta; Dziennik Polski (28.11.09)
- Kraków wymaga zmian; Dziennik Polski (16.11.09)
- "Jesteś szalona" nie dla brandów; Interaktywnie.com (05.11.09)
- Korekta na giełdzie celebrytów; Forbes 08/09, str. 32
- Sektor telekomunikacyjny nie ogranicza wydatków reklamowych; GW, 20.08.09
- Bogatego kryzys nie tyka; Gazeta Wyborcza 25.06.09
- Budowanie silnej marki... 12.05.09; Hatalska.com
- Mydlana marka; Polityka, nr 17(2702) 25.04.09
- W zdrowiu i chorobie; Media & Marketing (8-14.04.2009)
- Jak reklamować się w czasie kryzysu; Rzeczpospolita, 06.04.09
- Podobne przyciąga podobne (Ranking celebrytów); Press (04/09)
- Promuj się podczas kryzysu; Wiadomości Turystyczne nr 5/2009
- Konferencja o markach w kryzysie; Marketing & More; 03.03.09
- Strategia reklamowa pobudza myślenie; Brief.pl, 13.02.09
- Kryzys integruje; Marketing przy kawie, 8.02.09
- Czy deweloperzy przestaną konkurować rabatami; Gazeta Prawna, 30.01.09
- Silny chłopak na podwórku; Newsweek (4.01.2009)
- Strategia reklamowa pobudza myślenie; Brief.pl, 13.02.09
- Fanfary dla Orkiestry najlepszej na świecie!; Gazeta.pl, 01.09
- Po bańce w nieruchomościach pojawiła się kolejna; Gazeta.pl, 01.09
- "Tajne służby kapitalizmu", Vadim Makarenko (2008)
- W kryzysie nie rezygnuj z reklamy; Brief.pl, 11.08
- Reklama: liczą się efekty, Bankier.pl, 17.10.08
- Gadu-Gadu jest trendy i godne zaufania; Gazeta.pl, 09.08
- BAV. Najsilniejsze marki internetowe w Polsce; Mediarun 09.08
- Biznes w Jedynce, 23.09.08
- Analogowa konferencja w digitalnym świecie, e-biznes.pl, 23.09.08
- Bez zawirowań w bębnie; Media & Marketing, Nr 35 (314) 09. 2008
- Kasa dla tych z klasą, Forbes 08/08, str. 52
- Private labels 2.0; Media & Marketing, Nr 34 (313) 08.2008
- Ekomarketing; Handlowiec, Lipiec (39) 2008
- Warsztat - ale o co chodzi?; One Way Mirror SMG/KRC, Lipiec 2008
- Najsilniejszą marką jest Polska, Dziennik, (02.02.2008)
- Strategia - twór indywidulany. Rozmowa, (str. 1), Brief, (98/11/2007)
- Strategia - twór indywidulany. Rozmowa, (str. 2), Brief, (98/11/2007)
- Podzielili się billboardami; Puls Biznesu (07.10.10)